Bumped into my pastDziwne uczucie. Wczoraj spotkałam się z kimś, kto jakieś dwa i pół roku temu wydawał mi się najważniejszy, najniezwyklejszy, Mimo Że Na Złej Drodze To Jednak Coś Wart i tak dalej. Spotkanie o tyle dziwne, że naprawdę przez moment poczułam się, jakbym się cofnęła w czasie. Bo on był dokładnie taki sam, tak samo nieogarnięty w najważniejszych kwestiach i marnujący swój potencjał. A mimo to pozostał jedną z niewielu osób, która zadaje mi pytanie "Jak tam naukowe osiągnięcia, Olu?" i jest ciekaw odpowiedzi. Bo w jakiś niepojmowalny dla mnie sposób jesteśmy do siebie podobni w tym jednym, że cenimy sobie wartość dociekań na tematy zupełnie nie mające zastosowań w praktyce (matematyka tudzież ezoteryczne aspekty biologii ewolucyjnej). Zawsze mnie dziwi jak bardzo dostrzega się zmiany w samym sobie właśnie przez spotkania z dawnymi znajomymi. Nagle mnie uderzyło ile we mnie zaszło od tamtego czasu. Poza tym rzecz ciekawa - kiedyś nie wyobrażałam sobie jak to będzie nie widywać go codziennie, nie mieć go jako stałego elementu życia. Nasze pożegnanie wydawało mi się wielkim dramatem, po którym miało nie być życia. A okazało się, że tak naprawdę teraz jest lepiej niż kiedykolwiek. Hm, patrzenie na "życiowe dramaty" z perspektywy dwóch lat naprawdę sprawia, że trudno je brać na poważnie ;D A wracając do okoliczności wczorajszego spotkania - wczoraj byłam na jednej z lepszych imprez, jakie pamiętam. Oczywiście wybitnie nie chciało mi się iść i planowałam być maksimum do pierwszej, więc do domu dotarłam o czwartej rano ;D Cytując klasykę youtube'a, melanż zbyt epicki. Domniemane rozgonienie imprezy przez policję, wciąganie przyprawy "Kucharek" (o zgrozo, rzuciłam to żartem, a kolega wziął to na poważnie) i absurdalne uszkodzenia ciała... uwielbiam ludzi z roku ;] PS. --- Reklama --- Nowa notka na worpressie --- Koniec reklamy --- Tagi: imprezy, spotkania po latach The rest is still unwritten... 2010-04-07 21:24:22 skomentuj (2) ^ w górę! ^ |