Major revamp of practically everythingNie wiem czy to tylko u mnie tak działa, ale każdy rok podzielić można na (z grubsza) dwa okresy: czas planowania, postanowień i ustalania wytycznych oraz czas wcielania w życie. Wakacje są po prostu idealne na pierszy z tych etapów, bo mózg nie puchnie od nadmiaru raportów, kolokwiów czy nie wiadomo czego jeszcze. Wreszcie można się zająć kwestiami mniej doraźnymi, ale równie ważnymi. Masa rzeczy leżała odłogiem, od kształtu brwi zaczynając a na perspektywach dalszej edukacji kończąc. Zazwyczaj nie ma kiedy o tym myśleć, bo jutro laborki, korepetycje, próba, aaaaa. Przez minione dwa miesiące pozornego lenistwa natomiast udało mi się sporo kwestii ogarnąć. Nieważne, czy akurat przedzierałam się przez bieszczadzką mgłę, zalegałam na Rączkańskiej trawie czy oglądałam nierozwojowy serial, cały czas mój ptasi móżdżek pracował na ogólnożyciowe wnioski. Jak na niesamowitą szczęściarę przystało (serio, moje limity dzikiego fartu i wspaniałych ludzi przewijających się przez moje życie zdają się niewyczerpane), trafiłam na kilka osób, które - świadomie lub nie - przyczyniły się do nowych rozkmin, albo co najmniej - innego spojrzenia na stare problemy. Tak więc radosny (hehe, pozdrawiam uczniów) miesiąc wrzesień zaczynam z (mglistą, ale jednak) wizją tego, co po pracy inżynierskiej, pomysłem na siebie (jak by to absurdalnie nie brzmiało, swoje dorzucił tu pewien serial familijny i reality show spod typu makeover. Anka, coś Ty ze mną zrobiła?), wizją tego, co chcę osiągnąć przez Erazmusa i dwoma nowymi wnioskami. Po pierwsze, po raz kolejny przekonuję się dobitnie, że wszystko, co się dzieje, dzieje się dla mojego dobra. Choć doraźnie boli i piecze, z perspektywy czasu kopy w tyłek od siły wyższej mają znaczenie wybitnie motywujące i wychowawcze. No i nie jest na pewno przypadkiem fakt, że w dniu, w którym dostałam ostatecznego kosza, zaczęła się moja cudna przygoda z chórem gospel ;) Po drugie, JESTEM STAAAAAAAARAAAAAAAA. Kilka lat młodsi faceci już nie są chłopcami, tylko mężczyznami (przynajmniej fizycznie :>). Co prawda słowa babci "z młodszymi chłopcami też się można dobrze bawić" (a wiedziała co mówi, dziadek był o pięć lat młodszy) ciągle dźwięczą w głowie, ale jednak wybieram zdrowy rozsądek ;] Poza tym faceci dzielą się na tych, z którymi można spędzić życie (a oni, jak wiadomo, są zajęci), albo takich, którzy mogliby mi wyczyścić basen. Jak Puck z "Glee" ;] *** W wersji faktograficznej, miniony miesiąc spędziłam w rozjazdach. Były więc: - Bieszczady. Kilka uroczych dni spędzonych z kochanymi ludźmi z uczelni. Plus wycieczka do Lwowa, starcie z Ukraińską strażą graniczną (żolłnierze noszą naleśniki na głowach! -.-), porażające łapówkarstwo, szalony kierowca autokaru skazujący turystów na 6 godzin marznięcia w przemoczonych ciuchach.... No i prześliczne miasto jako takie :) - Rączki. Almukantarat nigdy nie zawodzi; dwa tygodnie wśród ludzi, których uwielbiam są jak spa dla duszy, serio. Mimo stresu związanego z funkcją kwatermistrza (gdzie są klucze od pryszniców!? Kto pobrał ostatnią rolkę papieru toaletowego?) chodziłam jak na skrzydłach. Wykłócałam się o politykę, zarywałam nocę grając w głupie psychologiczne gry, poszturchiwałam się z Patesem i odkryłam, że nie ma dla mnie granicy obciachu, której nie przekroczę. Polecam się do organizacji osiemnastek w środku lasu ;] A skoro się o urodzinach zgadało - moje dwudzieste pierwsze były przewspaniałe na każdej płaszczyźnie :) - Gniew. Po kilkunastu latach odwiedziłam jedno z najbardziej uroczych miejsc w Polsce, nierozerwalnie związane w mojej głowie z dzieciństwem. A przy okazji zepsułam sobie mózg pierwszy raz w życiu uczestnicząc w Lecie z Radiem. Sama nie wiem co było bardziej surrealistyczne - facet przebrany za fokę, dmuchane łososie norweskie, konkurs wieszania prania na czas czy koncert Stachursky'ego. Ale widok ludzi, którzy za darmo i względnie trzeźwo się bawią był budujący. A Gniew polecam każdemu, śliczny! Aha, dla niedowidzących - blog się przebrał. Jakoś tak pastelowe kolorki na dłuższą metę bardziej odpowiadają mojej bezproblemowej naturze:) Tagi: zmiany, wakacje, szablon, almu, fececi The rest is still unwritten... 2010-09-02 20:17:29 skomentuj (5) ^ w górę! ^ |