Szeretem BudapestNigdy dość wniosku, że najwyższa pora wydorośleć. Bo przecież to, że ogarnęło się pięciodniowy wypad za granicę nie powinno napawać dumą, prawda? W końcu w wieku lat dwudziestu jeden nie jest żadnym osiągnięciem zamówić pociąg, znaleźć schronisko, niczego nie zapomnieć z domu (yhym... oprócz parasola :<) i zrobić podczas wyjazdu to, co się zaplanowało. A jednak, kurczę, napawa. Budapeszt zdobyty! Miasto jest przepiękne zarówno w dzień i w nocy, jest gdzie pójść wieczorem (choć nasz bałns w najmodniejszym klubie stolycy Węgier trwał co najwyżej 20 minut - chyba wszyscy turyści usłyszeli, że warto tam bywać - i przyszli), krótko się czeka na tramwaje i nie ma śmieci... No właśnie. Węgrzy (z tego co mi wiadomo, a moja wiedza z geografii gospodarczej jest nikła, więc proszę na niej nie polegać) nie zajmują się na co dzień nurkowaniem w szeleszczących banknotach, a mimo to umieją zadbać o to, by zabytki dało się zwiedzać za darmo i pięknie wyglądały, a miasto było przyjazne, schludne i dobrze skomunikowane. To chyba jednak kwestia mentalności, która każe ludziom sprzątać po własnych psach, a nie traktować kupy zostawionej przez pupila jako dumnego obwieszczenia światu "Tak, tu narobił mój pies i będę się tym szczycił". No, ale nie będę wnikać w rozważania na temat polskiej mentalności, bo zbliżam się niebezpiecznie do zramolałego narzekania ;D Tak więc piłam czekoladę w najlepszej kawiarni w Budapeszcie, w której bywała księżniczka Sissi, Madonna i Brat Pitt. Co więcej, skompromitowałam naszą grupkę w oczach tamtejszych kelnerów, ale ćśś. Kelner w innej kawiarni kazał mi uważać na potwory czające się w drodze do toalety, pierwszy raz widziałam zachwyconego Stasia, a Banan uznał, że dobrym sposobem na zamknięcie okna jest dociśnięcie szyby, nie framugi. Co nas kosztowało mniej więcej 150 złotych. Na szczęście nie od osoby ;) Poza tym przebywanie w kraju, gdzie "s" czyta się jak "sz" i odwrotnie mocno niszczy psychikę. Szyldy z napisami "szolarium" albo "busz" tudzież czytanie "sms" jako "eszemesz" były źródłem naszej niewyczejpanej radości. A Dunaj, choć nie modry, jest piękny :) *** Zupełnie poza tematem: - Przeraża mnie ilość seriali i programów, które będę w tym semestrze oglądać. Jest tego co najmniej dwa dziennie, ale podołam ;] Po co komu sen? - Zgłosiłabym się do brytyjskiego X factora (taki lepszy idol) tylko po to, żeby prowadzący Dermot O'Leary mnie mógł pocieszać, jak zrobię z siebie idiotkę ;P Tagi: wakacje, telewizja, węgry, seriale, budapeszt The rest is still unwritten... 2010-09-25 22:08:26 skomentuj (3) ^ w górę! ^ |